TS TworcaStron.pl.

Negocjowanie ceny z klientem

Negocjujesz stronę www, projekt graficzny, sprzedajesz auto? Nie ważne, oto kilka zasad, które mogą pomóc ci w negocjacjach z klientem:

Zacznij od większej ceny.

Negocjacje to negocjacje, na 90% klient będzie chciał się targować. Dlatego pierwsza cena powinna być nieco wyższa niż ta, którą chciałbyś ostatecznie wynegocjować. W uproszczeniu wygląda to tak, że mówisz 2000zł, klient mówi 1500 więc spotykacie się na środku: 1750zł – deal. 

Co, jeśli klient nie będzie się negocjował tylko zgodzi się na pierwszą, czyli wyższą ofertę? Mówi się trudno;)

Znaj swoje minimum.

Przed spotkaniem ustal najniższą cenę, za jaką jesteś w stanie wykonać zlecenie. Konkretna liczba, poniżej której nie ma możliwości zejścia. Od ciebie zależy ile to będzie, ale poniżej pewnej stawki (wliczając wszystkie koszty, podatki, czas itd.) zwyczajnie nie opłaca się już pracować. 

Warto zrobić to po to, aby podczas rozmowy wiedzieć jak nisko możesz jeszcze zejść, a kiedy powiedzieć już stanowcze “NIE!”. Być może miałeś rozmowę z klientem, który wciąż ściąga cenę w dół.. już czujesz, że to się chyba nie opłaci, ale wizja nowego klienta kusi. Jeśli nie masz minimalnej ceny w głowie, może się okazać, że przekroczyłeś ją już dawno.

Dobrze wiesz jak to się kończy – pracą za pół darmo, a może nawet pracy na której wychodzisz na misum, podczas której jesteś zły sam na siebie, że zgodziłeś się na tak niską cenę. 

Strach przed stratą jest większy niż chęć zysku.

Zazwyczaj zdanie “dzięki stronie www, dotrze pan do nowych klientów online” zadziała słabiej niż “bez strony www, pańska konkurencja przejmie wszystkich klientów online”.

Inny przykład bardziej z życia: będąc w sklepie i widząc promocje często kupujemy nie dlatego, że coś jest tanie, ale dlatego, że za chwile będzie drogie a my stracimy taką okazję…
Przy okazji sklepowych promocji: już kilka razy widziałem (pewnie jak każdy) na świątecznych promocjach, że pod naklejoną promocyjną ceną było widać starą, oryginalną – niższą… To idealnie pokazuje, że często nie kupujemy z myślą “o jak tanio!”, a raczej “oho, później będzie drożej i okazja przepadnie”. 

Zamiast obniżać cenę, zwiększ wartość.

Klient chce tanią stronę internetową? Może zamiast zejścia z ceny zaproponuj w cenie darmowy hosting?

Tańszy projekt wizytówki? Może zaproponuj, zamiast obniżki zamówić wizytówki prosto do jego domu?

Chodzi o to, że oferowana dodatkowa usługa nie kosztuje cię tyle, co zejście z ceny. Raczej kilka dodatkowych złotych, może trochę czasu, ale i twoja usługa jest już na wyższym poziomie.

Obniżka za obietnice przyszłości.

Karta przetargowa stara jak świat. Klient w zamian za niższą cenę wróci ponownie z milionowymi kontraktami albo przekona 20-osobową rodzinę, aby skorzystała z twoich usług.

Zapomnij. Przecież to może być jego jedyne zamówienie. Zniżka za obietnice kolejnych zleceń? Jako kontrargument zaproponuj zniżkę NA KOLEJNE zlecenia.

Postaw się w jego roli – bądź przygotowany na obiekcje. 

Zanisz zaczniesz w ogóle rozmowę z klientem, postaw się w jego pozycji. Zastanów się o co może pytać, co może mu się nie spodobać i przygotuj sobie odpowiedzi na każdą ewentualność. Jeśli klient podczas negocjacji nie będzie wiedział jak cię zagiąć – będziesz dużo bardziej przekonujący i pewny siebie.

Kolejnym plusem tego podejścia jest to, że jeśli nie będziesz potrafił odpowiedzieć sam sobie na jakieś obiekcje, to znaczy, że z twoją ofertą jest chyba jednak coś nie tak.

It’s just a game bro..

To bardzo lubię. Traktuj negocjowanie jak zabawę, jak strategiczną grę. Takie podejście pozwala zdecydowanie zwiększyć pewność siebie, a na negocjacje zakończone porażką mieć bardziej… wywalone.

Spotkanie z klientem idealnym

Spotkanie było udane. Szybka, treściwa rozmowa. Podesłałem wcześniej brief do wypełnienia, podobno klient wie co z nim zrobić. Nie chciałem go wysyłać, ale sam prosił. Okej, zobaczymy. Po 40sto minutowej rozmowie uścisneliśmy sobie dłonie i powiedzieliśmy “do usłyszenia!“. Była już godzina 16. Pora wracać na mieszkanie. 

Pierwszy mail

Po powrocie coś zjadłem, zrobiło się ciemno. Wieczór. Coś mnie skusiło żeby sprawdzić pocztę. Jest wiadomość od klienta, z którym rozmawiałem dziś nt wykonania strony. Czytam “…Panie Adamie, jest już późno więc nie chciałem dzwonić. Podsyłam w załączniku wypełniony brief i odpowiedzi na resztę pytań…“. W końcu ktoś rozumie, że po pracy mam prywatne życie i nie dzwoni o 9 wieczorem. Spoko. Poczytam jeszcze jakąś książke i idę spać. Ostanie 40 minut przed snem jest bardzo ważne, nasza podświadomość analizuje je podczas snu, dlatego warto robić wtedy plany na następny dzień, rozmyślać nad ważnymi problemami lub poczytać coś mądrego. 

Rano wracam do maila. Brief jest faktycznie wypełniony a klient dokładnie wie czego chce. Jest lista podstron, dokładny cel strony, nawet klimat w jaki mamy iść. W takim razie biorę moje notatki z wczorajszego spotkania, szybka analiza i czas przygotować wycenę. Piszę ją w wiadomości zwrotnej i klikam “wyślij”. Poszło. 

Biorę się za inną pracę. Po kilku godzinach postanawiam zrobić przerwę. Nie chce mi się siedzieć na fotelu, ile można, więc idę na spacer. Zakładam słuchawki, zapuszczam jakiś podcast i idę na miasto.

Pierwszy akcept

Po godzinie wracam. Siadam i sprawdam pocztę. Jest wiadomość “…panie Adamie, wycena mi odpowiada. Akceptuję i czekam na umowę…“. Wow, żadnego “syn szwagra robi taniej”, “co tak drogo?”. Zaczyna mi się to podobać chociaż w takiej sytuacji podejrzewam, że za tanio wyceniłem projekt. W stanie lekkiej euforii od razu przygotowuję umowę i wysyłam w odpowiedzi mailem. Idę na obiad.

Wracam za godzinę. Na poczcie czeka już skan podpisanej umowy i wiadomość “…zaliczka wysłana, potwierdzenie w załączniku…”. Lubię typa. Drukuję umowe, dorzucam mój podpis, skanuje i odsyłam. Pora brać się za pracę. 

Zaczyna się trudny etap niepewności. Składam wszystkie notatki, moje i klienta i staram się wymyśleć coś sensownego. Czuję, że będzie dobrze, w końcu to najdokłądniej opisane zlecenie jakie kiedykolwiek miałem. Pierwszy dzień poświęciłem na tworzenie notatek i koncepcji strony.

Drugiego dnia biorę się za tworzenie szkiców. Rozpędziłem się i przygotowuję wstępne grafiki. Raz kozie śmierć, może podejdzie. Wszystko ładnie pakuję i wysyłam mailem. Poszło. 

Pierwszy gorący dzień

Wstaję następnego dnia. Musze skoczyć do ZUSu, jakieś problemy, dodatkowo mam kilka spraw do załatwienia na mieście więc nie sprawdam poczty. Jem szybkie śniadanie i jadę. Już maj, ale do tej pory było chłodno. Lato się nie śpieszyło, do dziś. Jest ponad 25 stopni, super. 

Wracam koło 15. Cały dzień w plecy. Dlatego nie lubię urządów, wszystko się w nich wydłuża a mi z nerwów zaczyna latać powieka. No nic, siadam do kompa i odpalam poczte. Jest wiadomość ws. wysłanego wczoraj projektu strony “…panie Adamie, bardzo nam się podoba. Idealnie wczuł się Pan w klimat, dokładnie o to chodziło. Robimy!…“. Zaczynam nabierać podejrzeń, czy to aby nie jakaś podpucha? Może ktoś zaraz wyskoczy z szafy z kwiatami krzycząc “Mamy cie!”. Czekam więc… Mija minuta, dwie, pięć… Raczej nikt się nie pojawi. 

Przez następne kilka dni kodowałem. Wszystko było dokłanie ustalone, więc w międzyczasie kontakt z klientem był bardziej “kontrolny”. W piątek wszystko było gotowe. Wrzuciłem stronke na serwer i podesłałem dane klientowi żeby się po niej rozejrzał. Chwilowo wolne. Idę się poobijać.

2 dni później dostaję wiadomość. Jest mail od klienta “…przetestowaliśmy stronę internetową. Wszystko się zgadza, wszystko jest jak należy. Proszę o fakturę….“. No nie, to już przegięcie. Gdzie chociaż kilka poprawek DLA ZASADY? Gdzie uwagi od szwagra, żony, teściowej, znajomego chydraulika, kumpla sąsiada, pani od plastyki w szkole córki? W szoku przygotowuję fakturę sprawdając, czy aby dziś nie jest 1 kwietnia. 

Faktura przygotowana. Wysyłam. Termin płatności 14 dni. Może przyjdzie w ciągu miesiąca.

Pierwszy szok

Dzień później dostaje kolejną wiadomość od klienta. Oho, pewnie coś nie tak, pewnie dopiero dziś żona pomyślała, że jednak warto zmienić kolor z niebieskiego na różowy bo w telewizji powiedzieli, że w tym roku będzie modny. Przygotowuje się na mentalny cios. Odwieram maila. Czytam “…faktura opłacona. Dziękuję za współpracę, w razie czego polecę Pana dalej i będziemy w kontakcie. Pozdrawiam serdecznie…“. To za dużo.

Nagle obraz się urywa, nie pamiętam co się przed chwilą działo. Jest jakoś dziwnie. Zemdlałem? Nie. Słońce przedziera się przez szczelinę pomiędzy ramą okna a roletą i świeci po oczach, ja leżę w łóżku. Rozglądam się dookoła, patrzę na zegarek. Godzina 6:24. Spałem.

Wstaję, loguję się na konto bankowe. Ciągle brakuje kilku wpłat za zaległe już od kilkunastu dni faktury. Może klient ma problem, sprawdzam więc pocztę. Brak wiadomości o zaległych wpłatach. Widzę jedynie maile z poprawkami o treści “panie Adamie, wróćmy jednak do tej wersji, która była na samym opczątku, i dajmy tam trochę większe logo… i żona prosi żeby zminić tło na różowe bo podobne teraz takie modne

…a miałem taki fajny sen.

Freelancer a praca na etacie?

Albo jesteś freelancer’em albo pracujesz na etacie… Czy na pewno? Zastanówmy się kim jest ta tajemnicza postać i co jej można. Weźmy definicje z wikipedii:

Freelancer (pol. wolny strzelec) – osoba pracująca bez etatu, realizująca projekty na zlecenie, najczęściej specjalizująca się w danej dziedzinie.

Hymm.. kurcze, wg definicji faktycznie tak jest. Ja jednak nie trzymałbym się jej tak kurczowo. Zresztą wraz z rozwojem internetu i branży, niektóre definicje ulegają transformacji a niektóre stają się coraz mniej aktualne.

Freelancerzy czystej krwi

Ile osób to “freelancerzy czystej krwi”, czyli pracuje wyłącznie jako tzw. “wolny strzelec”? (btw. wg mnie polskie tłumaczenie jest jeszcze mniej trafne i dlatego staram się go nie używać).

Portal useme.eu w 2016 roku przeprowadził fajne badania, w których zamieścił, cytuję:

48,6% naszych respondentów deklaruje łączenie etatu i pracy na zlecenia, tym samym wynagrodzenie z freelancingu jest czasem tylko dodatkiem do wypłaty

źródło: https://useme.eu/pl/blog/polski-freelancer-2016,73/

Wynika z tego, że połowa freelancerów pracuje na etacie. W tym momencie, możemy naszą wikipediową definicję wyrzucić do kosza. W dzisiejszych czasach możemy bez problemu łączyć etat z pracą po godzinach. Tym bardziej, że coraz więcej firm wprowadza elastyczne godziny pracy.

Jeśli ktoś się spiera i mimo to powie “freelancer musi pracować wyłącznie na swoim, i być bez etatu i.. i.. i huj!” to chciałbym zapytać kim są poniższe osoby:

Dla mnie wszyscy oni są freelancerami. Ewentualnie można powiedzieć, że “freelancerami na niepełny etat”. Poza tym, to też fajna forma łączenia zarobków, ponieważ skok na głęboką wodę, aby od razu utrzymywać się wyłącznie ze swoich zleceń jest bardzo ryzykowny i trudny (a mówię tak, bo sam tak kiedyś zrobiłem).

Freelancer jest wojownikiem

Abstrahując od tematu. Wiesz skąd wzieło się pojęcie “freelancer“? 

Pierwszy raz określenia freelancer użył Walter Scott [..] Posłużyło mu ono do opisania średniowiecznego najemnego wojownika. Free oznaczało wolny, a lancer pochodziło od lancy, czyli rodzaju broni.

Musiałem o tym wspomnieć bo lubię tematy średniowiecza i jego otoczki – szczególnie tej wojennej, a tutaj się okazuje, że Freelancer od zawsze był wojownikiem. Często tak jest do tej pory, bo bycie freelancerem, trochę burzy status quo normalnej pracy na etacie i często trzeba iść pod prąd. Dowód? Przeczytaj wpis Dlaczego NIE WARTO być freelancerem.

Ja do dzisiaj podczas przyjazdów do domu muszę odpowiadać na pytania “dlaczego nie masz normalnej pracy?” 🙂 

Przewaga freelancera nad etatowcem

Wg mnie freelancer ma pewną psychiczną przewagę nad kimś, kto pracuje wyłącznie na etacie. Nigdy nie bałem się, że nie będę miał pracy. Zawsze myślałem, że jeżeli freelancerka mi nie pójdzie, znudzi mi się, będę chciał do niej odpocząć, zająć się czymś innym, spróbować inaczej lub zwyczajnie dorobić – to pójdę na etat. I odwrotnie, jeżeli nie będę miał pracy, to zawsze wiem jak zarobić na boku.

Freelancer ma zazwyczaj większe spektrum umiejętności: potrafi rozmawiać z klientem, zna się na marketingu, potrafi dogadać się z innymi, może znać parę profesji, potrafi zarządzać swoimi funduszami (czyt. wie, że mogą być gorsze czasy, więc trzyma poduszkę finansową). Pewnie będzie też bardziej wybredny jeśli chodzi o pracę. 

Etatowiec natomiast częściej ma obawę, że jeśli zostanie zwolniony to może być lekka panika i jak najszybsze szukanie jakiejkolwiek pracy. Dlaczego? Dlatego, że wiele osób z etatu jest przyzwyczajonych do stałej dostawy kasy, więc nie ma poduszki finansowej na ciężkie chwile, często specjalizuje się w jednej rzeczy, więc ma mniej ofert do wyboru i zazwyczaj nie wie jak zarabiać poza etatem. Jak zawsze generalizuję, ale coś w tym jest.

Etatowcowi ciężko zostać freelancerem, ale freelancerowi bardzo łatwo zostać etatowcem – i chociażby dlatego warto wiedzieć jak pracuje freelancer.

PODSTAWOWE pytanie przy budowie strony internetowej

Wyobraź sobie, że siedzisz przy komputerze. Nagle dzwoni telefon. Odbierasz i słyszysz: “Dzień dobry, słyszałem że Pan robi strony internetowe. Czy Pan robi strony internetowe? Potrzebuję strony internetowej. Czego Pan potrzebuje do zrobienia mojej strony internetowej?”.

Co odpowiadasz?

Jaka jest twoja pierwsza myśl w głowie? Może “uuuu to będzie na pewno drooga stronka”, albo “wysyłaj Pan wszystko co masz, coś sobię wybiorę”, a może “właśnie wysyłam umowę, proszę odesłać ją wraz z zaliczką i możemy zaczynać jeszcze dziś”. 

Rzeczy, które wszyscy mamy

– Stary patrz co kupiłem!
– Co to? 
– No nie widzisz? Nooo taka kula. Tutaj masz wtyczkę i możesz ją włożyć do gniazdka, a tutaj są jakieś przyciski.
– Yyyy.. ale co to tak właściwie ma robić?
– Nooo w sumie nie wiem. Ale fajnie wygląda no i widziałem, że dużo osób je ma. 
– Aha… no to faktycznie warto było kupić…
– Oj spadaj. Może się do czegoś przyda.

W skrócie właśnie tak wyglądają niektóre strony. Kompletnie nie wiadomo czemu służą.
Każdy z nas ma jakieś rzeczy, które “są bo są”. Wydaliśmy na nie pieniądze bo…. no właśnie nie do końca wiadomo po co, bo do nieczego się nie przydają.

Mój przykład: rok temu kupiłem na allegro jakiś odtwarzach MP3, bo był tani. Kupiłem mimo, że i tak wszystkiego słuchałem z telefonu. Efekt? Do tej pory leży oryginalnie zapakowany w szufladzie. 

Wszystko powinno być po coś

Nawet gdy cały dzień leżysz brzuchem do góry, to ma to jakiś cel. Prawdopodobnie. Zazwyczaj chodzi o to, aby się zregenować, odpocząć i móc znowu wydajnie pracować/uczyć się etc. 

Jeżeli za coś płacimy, czy raczej w przypadku strony: inwestujemy w coś, to jak mówi sama nazwa powinno się to zwracać. Żeby strona mogła się w ogóle zwrócić, to trzeba ją zaprojektować w odpowiedni sposób. Ale żeby zaprojektować ją w odpowiedni sposób należy zadać sobie PODSTAWOWE pytanie przy budowie strony internetowej:

Co ona ma robić? / Co chce dzięki niej osiągnąć?

Strona nigdy nie powinna być budowana bez tego pytania i nie powinno się jej budować tylko po to, aby była. To jak sztuka dla sztuki. Jakie mogą być zadania strony? Np.:

Cele mogą być różne. Najczęściej jest to sprzedaż. Poza samym celem różne są jeszcze sposoby w jaki chcemy go realizować, ale zawsze pierwszym pytaniem powinno być “Co ta strona ma właściwie robić / Co chce dzięki niej osiągnąć”.

Może się okazać, że klient wcale nie potrzebuje specjalnie zaprojektowanej strony, a wystarczy mu prosty szablon bo będzie to strona warsztatu, którą odwiedzi 10 osób miesięcznie (a koszty domeny/hostingu i tak są dziś bardzo niskie). Może się okazać, że dzięki temu klient oszczędzi sporo pieniędzy. 

“No ale jeśli klient zaoszczędzi to znaczy, że ja nie zarobię!” Tak. Zachaczamy tutaj o kwestie sumienia. Osobiście nie potrafiłbym wmówić klientowi, że potrzebuje indywidualnej strony za 2 tyś. złotych jeśli byłoby inaczej. Poza tym, gdy klient widzi, że faktycznie chcesz dobrze dle niego, to może to oznaczać dobry kontakt (o ile spełnisz te warunki: Klątwa wiedzy – dlaczego klient Cie NIE ROZUMIE) i długą współpracę. 

Skąd wiesz czy strona robi to co ma robić?

Zwalidujmy odpowiedź! Po czym poznać, że strona spełnia swoje zadanie? Ponieważ powinniśmy mieć możliwość mierzenia takich rzeczy. 

Jeżeli celem strony jest pozyskanie ruchu, to naturalne jest, że zainstalujemy statystyki i już możemy sprawdzić czy faktycznie ruch jest. Jeżeli celem jest pozyskanie e-maili, to w bazie mailingowej sprawdzamy czy strona realizuje swoje zadanie, czy e-maile się faktycznie pojawiają. Jeżeli celem strony jest sprzedaż produtków, to sprawdzamy czy faktczynie sprzedaje produkty.

Skoro znasz już odpowiedź na podstawowe pytanie i wiesz, że jest ona dobra, to nie zostaje nic innego jak przejść do 7 wątków o użyteczności stron internetowych 🙂

Dlaczego NIE WARTO być freelancerem

Freelancer to fajnie brzmi, dosyć nowoczesnie, zagranicznie. Na pewno jest niezależny i robi co chce, i bierze tylko takie zlecenia jakie mu się podobają. Ilu freelancerów znasz? Ilu jednoosobowych działalności (dla mnie to to samo co freelnacering)?

Na prawdę taki opis wydaje Ci prawdziwy w 100%? Nie wierzę, na pewno coś podejrzewsz. Przecież gdyby to było takie fajnie i piękne to każdy byłby freelancerem.

Dlaczego w ogóle chcesz zostać freelnacerem? Co to jest za zawód… to to już nie ma NORMALNEJ PRACY, żeby coś takiego wymyślać? Może jeszcze blogerem zostań… Równie dobrze mógłbyś pracować stojąc cały dzień przed domem na trawniku, jako ogrodowy krasnal – zarobki pewnie podobne. Trochę przesadziłem, ale pewnie znalazły by się takie opinie.

Więc dlaczego chcesz zostać freelancerem?

Bo kto robi to co lubi, ten nie przepracuje ani jednego dnia w swoim…..

Bzdura. Nikogo nie obchodzi co lubisz. Ja lubię czytać książki, ale jeszcze nie trafił się taki, który by mi za to chciał płacić. Lubię też grać w nogę, jeździć po stoku (lub stocku ( ͡° ͜ʖ ͡°)) i czasami udawać, że umiem stać na rękach, ale nie miałem okazji na tym zarobic, chyba że parę siniaków i gips na skręconą rękę.

Dlaczego ktoś ma Ci płacić, za to, że robisz to co lubisz? Jaki jest w tym sens, jaka logika?

Oczywiście są sytuacje, że ktoś zarabia na tym co lubi, ale prawda jest taka, że dla ludzi nie ma większoego znaczenia czy to lubisz, ale czy jesteś w tym dobry. Jeśli pracujesz jako murarz i wręcz to kochasz, jarasz się tym, pustaki, cegły, żyłki i zaprawa śnią Ci się po nocach, ale Twoja ściana będzie przypominała jenge… wiesz do czego dążę. Z drugiej strony możesz być Da Vinci’m w układaniu płytek, ale tego nie lubieć. Mimo to, właśnie za to ludzie Ci zapłacą. Robić trzeba to co chcą inni, bo to inni płacą.

Jeśli trafi się okres posuchy i nie będzie żadnych zleceń to przecież nie wybiegniesz na ulicę krzycząc: Ludzie, patrzcie jak ja bardzo lubię rysować, kupcie ode mnie kilka obrazów!

Tak, to jest zasadnicza różnica. Ludzie płacą za to, w czym jesteś dobry, a jeśli przy okazji to lubisz, to chwała tobie. Jednak takie przypadki to niestety rzadkość.

Moża się też wyszkolić w tym co się lubi. Czemu nie? Słyszałeś o teorii 10 tyś. godzin? Kilka lat nauki i ciężkiej harówki brzmi interesująco? Przecież zazwyczaj chodzi o to, żeby mniej pracować, a nie więcej 🙂

Chce mniej pracować

To pójdź na etat, albo najlepiej na 1/2 etatu. Prawdopodobnie przeżyć dasz radę, może nie jak rezydent Dubaju, ale z głodu pewnie byś nie umarł. Zawsze można jeszcze zostać bezrobotnym i jakiś czas żyć z zasiłków.

Zresztą czy te 8 godzin dziennie na etacie to tak dużo? Dodatkowo masz płatne urlopy. Jeśli przyjrzeć się biografiom ludzi, kórzy zakładali wielkie firmy, to normą była dla nich praca po 12-16 godzin dziennie. Rozpadały się ich związki, rodziny, relacje z otoczeniem, bo ciągle byli w pracy. Co mówiono takim osobom? Znajdź sobie w końcu normalną pracę! Może też powinieneś?

W 90% przypadków jako freelancer będziesz pracował 2 razy tyle co na etacie, żeby zarobic tą samą kwotę. Chyba, że masz już doświadczenie, znajomości (wszędzie te znajomości… ) i rozeznanie na rynku. Ale jeśli nie, to czeka Cię ciężka harówka, podczas której pewnie nie raz przejdzie Ci przez myśl “po co ja się w ogóle męczę zamiast pójść na etat”.

Być może chociaż myśl, że nie musisz uczyć się głupich rzeczy da Ci trochę spokoju.

Nikt nie będzie kazał mi się uczyć, tego czego nie chcę

Ten punkt to chyba największe nieporozumienie. To właśnie na etacie uczysz się tego czego chcesz. Jeśli pracujesz jako grafik to uczysz się Photoshopa, Illustratora, InDesigna, może Corella i tyle.

Swoją drogą lubię wymagania firm w stylu: “Musisz znać Photoshopa, Illustratora i Corella” (pozdro dla kumatych). Ale wracając do tematu. Jeśli idę na etat jako programista PHP to nikt nie każe mi się uczyć C++. To nie moja działka i w ogóle mnie to nie obchodzi. Gdy ktoś przyjdzie z pytaniem “stary, wiesz jak wystawić tą fakturę?” możesz odpowiedzieć “lubię placki” i nic specjalnego się nie stanie, poziom Twoich zarobków się nie zmieni. Chyba, że pytającym był szef.

Nawet jeśli nadejdzie dzień, że przyjdą chmury, zrobi się ciemno, będzie padał deszcz i wtedy przyjdzie szef z rozkazem, abyś się przekwalifikował, bo od jutra nie potrzeba już programisty, ale malarza do pomalowania łazienki, to co? To nic. Możesz odpowiedzieć, że jedyny pędzel jakiego używałeś to ten w Photoshopie i idziesz do innej pracy, gdzie znowu będziesz programistą.

Sytuacja freelancera wygląda całkiem inaczej. Jesteś dobrym grafikiem? Heh, spoko, ale grafikę możesz na razie odstawić na bok. Dzisiaj kupujesz 5 książek o marketingu, klientach, negocjacjach i masz zajęcie na najbliższy tydzień. Później trzeba zająć się papierologią, dowiedzieć jak wystawiać faktury, odprowadać podatek. To nawet nie jest wierzchołek góry lodowej… dalej brzmi tak fajnie?

Chcę pracować tylko z tymi, z którymi będę chciał

A najlepiej z nikim. Zresztą… na początku pewnie nawet nie będziesz musiał nikomu odmawiać, żeby obsługiwać “nikogo”. Niby dlaczego ktoś miałby coś u Ciebie zamówić? W tym momencie zaczyna dochodzić do Ciebie, że chyba jednak trzeba było kupić te 5 książek o marketingu i pozyskiwaniu klientów.

Chcę dużo zarabiać

Każdy by chciał. W 90% przypadków jako freelancer będziesz pracował 2 razy tyle co na etacie, żeby zarobic tą samą kwotę.

Po co się męczyć skoro możesz od razu pójść na etat i bez nauki zbędnych rzeczy zarabiać hajsy.

Chcę być swoim panem i władcą

Wiesz kto jest w takiej sytuacji? Pan Stefan, który już o 10 rano zbiera pod sklepem na piwo. Nikt mu nie mówi, co ma robić. Coś Ci powiem, jako freelancer na pewno nie będziesz miał problemu, żeby decydować co zrobić z wolnym czasem. Ponieważ nie będziesz miał takiego czasu. Chyba, że chesz sobie dorobić po godzinach, a nie się z tego utrzymywać.

Freelancer nie jest swoim królem, ona ma więcej szefów niż ktokolwiek inny – wszystki klienci są jego szefami. Jeśli klient chce poprawke na stronie to czy powiesz “sory panie Janku, ale to ja jestem swoim szefem i wg mnie już jest ładnie“? Więc zamiast słuchać jednej osoby, musi słuchać wszystkich na około…

Bo jestem leniwy

Spoko, przejdź na freelancerkę, czemu nie. Wtedy zobaczysz, jaka jest różnica pomiędzy płacaniem za “pracowanie”, a płacaniem za pracę. Prawdopodobnie po kilku miesiącach stwierdzisz, że to ściema, że to wcale nie działa, i w ogóle świat jest zły i podły.

Dalej uparty?

Jeśli mimo to, dalej twierdzisz, że chcesz być freelancerem to dobrze. Chciałem cię przestraszyć, świadomie.

Freelancerka w wielu przypadkach jest niewdzięczna, jeśli potrakuje się jak coś lekkiego. Tymczasem wymaga to znacznie więcej zaangażowania i nauki niż praca na etacie.

Teraz zdradzę Ci sekret: Wszystkie powyższe punkty są prawdziwe. Jako freelancer możesz zarabiać więcej, mieć więcej wolnego czasu, pracować z tymi fajnymi, być swoim panem itd. Ale dopiero po przejściu pewnego etapu, a do tego etapu trzeba (zazwyczaj) ostro harować.

ps. jeśli chcesz kroczyć wielką drogą wolnych strzelców to przeczytaj też, jakie pułapki na Ciebie czekają: Pułapki, które czekają na freelancera

pps. we wpisie jest sporo prawdy, jednak czytaj go z przymrużeniem oka;)

Kurs “Freelancer Stron” już dostępny

Na wstępie muszę powiedzieć, że jestem z siebie całkiem dumny. Udało mi się ukończyć projekt, który realizowałem już od 2 miesięcy, a o którym myślałem znacznie dłużej. Dziękuję też wszystkim, którzy przyczynili się do powstania kursu i tym, którzy z niego skorzystają.

Nie będę tutaj opisywał co znajduje się w kursie – jego dokładny opis znajdziesz pod linkiem, który jest zamieszczony poniżej. Powiem tylko, że ten kurs przeprowadzi Cię przez cały proces tworzenia strony internetowej i współpracy z klientem. Począwszy od szukania zleceń i spisania umowy, przez etapy projektowania strony, aż po rozliczenie i sposoby, aby klient nie zopomniał o Tobie i polecał Cie dalej.

Sama  sprzedaż będzie otwarta do piątku (10 marca). Tak jak mówiłem już wielokrotnie: jest to mój pierwszy kurs dlatego nie chcę tego robic na dużą skalę. Liczę się z tym, że w kursie i platformie mogą być jeszcze jakieś błędy. Kiedy sprzedaż ruszy ponownie? Nie wiem, być może nawet nie będę tego ogłaszał na blogu. Możliwe też, że cena nie będzie już ta sama (ale na pewno nie będzie mniejsza). W tej chwili cena 97 zł jest spowodowana właśnie tym, że jest to pierwszy kurs, mogą być błędy itd. Jednak jestem przekonany, że kurs wart jest co najmniej 2 razy tyle.

Na kurs daję Gwarancję Satysfakcji – masz 30 dni, aby do mnie napisać a oddam Ci koszty kursu. 

Sprawdzian moich umiejętności

Był to dla mnie duży sprawdzian, czy potrafię poświęcić wystarczajaco dużo czasu na blog, tworzenie kursu i masę rzeczy prywatnych, prowadząc cały czas z boku firmę. Dodatkowo sprawdziłem swoje umiejętności planowania i organizacji czasu. Jest całkiem dobrze 🙂

Przyznam się, że mój ostani miesiąc wyglądał dosyć monotonnie: praca-nauka-sen, praca-nauka-sen, praca-nauka-sen. Kurcze, muszę wrócić na treningi i wyjść w końcu z mieszkania 😛

Miałeś kiedyś takie uczucie, że cały świat sprzyja Ci w dążeniu do celu? Ja mam tak w tej chwili! Na ten kurs nałożyło się mnóstwo zbiegów okoliczności, które dopiero teraz widzę i cieszy mnie to jeszcze bardziej.

Wiesz, że ten wpis jest równo 50-tym wpisem na blogu? Całkowity zbieg okoliczności, zauważyłem to kilka dni temu, następny fajny zbieg okoliczności 😀

Platforma

Powiem Ci jeszcze kilka słów o samej platfomie, na której możesz obejrzeć kurs. Przez kilka dni szukałem, testowałem i analizowałem kilkanaście platform sprzedażowo-szkoleniowych, i co? No właśnie nic. Nie znalazłem żadnej, która sprostałaby moim wymaganiom.

Postanowiłem więc dołożyć sobie jeszcze trochę pracy i napisałem swoją platformę szkoleniową (z back-endem też sobie jakoś radzę). Dzięki temu będziesz mógł zobaczyć rzeczy, których na innych platformach nie zobaczysz 🙂

Zaczynajmy!

Ale… już bez przedłużania, zapraszam Cię na kurs (o ile oczywiście jest to temat, którego potrzebujesz) :

Pułapki, które czekają na freelancera

Więc chcesz być freelancerem? Jeśli tak, to w pełni Cię rozumiem. Sam jesteś sobie szefem, pracujesz kiedy chcesz, zazwyczaj też tam gdzie chcesz. Robisz sobie urlopy w dowolnym momencie. Przegiąłeś na ostanie impreze? Nie ma sprawy, możesz pospać do 12, nadrobisz wieczorem. Brzmi pięknie, co? Być może nawet zbyt pięknie…

Dla ścisłości ustalny jeszcze kim jest freelancer. Wg mnie jest to zarówno osoba, która może pracować po godzinach, jak i taka, która prowadzi własną jednoosobową działalność gospodarczą.

Kurs “Freelancer Stron” już ruszył!

Sprzedaż kursu aktywna będzie przez 5 dni. Od 6.03 do 10.03 włącznie. więcej info..

Faktem jest, że praca freelancera ma wiele swoich plusów. Nie zapomnajmy jednak o minusach. Takich też jest wiele, np:

ale nie będę przedstawiał dziś problemów organizacyjnych itd. Porozmawiajmy o sferze kontaktu Ty – Klient.

Czekanie na zlecenia

Pamiętam, gdy otwierałem własną działalność. Tydzień przygotowywania biura, tabliczki reklamowe, wizytówki, ulotki, przygotowałem nawet 1,5 metrowe podświetlane logo na ścianie! W głowie tysiące myśli, pozytywnych myśli, że w końcu wychodzę na swoje. Na kompie wszystko poinstalowane, mówiąc krótko – zostało czekać na klientów!

No i czekałem… czekałem… ale klienci wcale nie przychodzili. Popełniłem duży błąd. Myśłałem, że skoro założyłem firmę, otworzyłem biuro, rozniosłem ulotki to klienci zaczną walić do mnie drzwiami i oknami.

Tak się jednak nie dzieje, a już na pewno nie na początku. Zleceń należy szukać samemu.

Brak zrozumienia

Kiedy już rozmawiasz z klientem, dobrze wiedzieć w jaki sposób rozmawiać. O klątwie wiedzy pisałem tutaj -> Klątwa wiedzy, dlaczego klient Cie NIE ROZUMIE. Do tego dochodzi wiele innych kwestii.

Brak dobrego kontaktu z klientem jest częstą przyczyną takich sytuacji: Spotykasz się z klientem, rozmawiasz o projekcie, niby wszystko jest ok, ale po rozmowie klient już się nie odzywa i nie odbiera telefonów. Nie masz pojęcia co się stało… wyjechał? zdecydował się na inną firmę? Takie sytuacje bardzo często spowodowane są właśnie złym kontaktem, niedogadaniem.

Za dużo spotkań

Wyobraź sobię sytuacje, że idziesz do sklepu komputerowego, aby złożyli Ci kompuer. Założę się, że chcesz wszystko dokładnie omówić, porównać każdy zestaw, pójść do różnych sklepów żeby zobaczyć najlepszą ofertę. Możliwe, że zrobisz to wszystko jeszcze zanim będziesz faktycznie zdecydowany na zakup nowego sprzętu.

Tak samo jest w przypadku stron. Klienci lubią dużo rozmawiać, chętnie się spotkają i usłyszą jak mógłaby wyglądać ich strona. Nawet zanim się zdecydują na jej zakup. W takiej sytuacji, o ile nie jesteś świetnym sprzedawcą, lub klient wcale nie potrzebuje obecnie strony, to takie spotkania będą dla Ciebie jedynie stratą czasu, a na każde spotkanie należy się wcześniej przygotować. To nie jest 15 minutowa rozmowa przy kawie.

Kiedyś takich spotkań miałem całkiem sporo, dziś postanowiłem nie spotykać się osobiście jeżeli zlecenie nie jest jeszcze pewne. Ktoś powie “takie spotkania są po to, żeby przekonać i sprzedać!” – jest w tym trochę racji. Osobiście jednak nie przepadam za przekonywaniem ludzi “że czegoś potrzebują”. Wolę w tym samym czasie obsłużych tych, którzy wiedzą to sami.

Zbyt niskie wyceny

Nadszedł czas gdy masz już jakieś zlecenie. Powstaje problem wyceny. Popatrzeć na konkurencje? A może zastosować własne strategie? Jeżeli cena będzie zbyt niska – nie zarobisz. Jeżeli zbyt wysoka – nikt nie będzie chciał u Ciebie kupować.

Istnieje wiele przypadków, że 2 firmy zaczynają walkę na ceny. Jedna chce być tańsza od drugiej, więc raz jedna, raz druga co chwilę obniża stawki. Pewnie wiesz jak to się skończy… po jakimś czasie upadną obie. Jedyny przypadek, gdy walka na ceny ma sens, to sytuacje gdzie firma jest naprawdę duża i posiada rezerwy finansowe, aby móc przetrwać ten okres “walki” do czasu, aż druga firma upadnie. Pamiętaj jednak, że cenę jest łatwo obniżyć, ale bardzo ciężko podnieść.

Ciągnący się projekt

Cena została zaakceptowana, zaczynasz zlecenie. Wszystko wygląda pięknie! Do czasu…

Po pokazaniu gotowej strony (a przynajmniej Tobie wydawało się, że jest gotowa) pada tekst “panie Jacku, chyba się nie zrozumieliśmy… ajjj.. jakby to powiedzieć…. kompletnie nie o to nam chodziło…“. Brzmi znajomo?

Jako freelancer musisz sam zadbać o to, aby w odpowiednich momentach dostawać akceptację klienta. Nie jeden raz pod koniec projektu, ale na każdym etapie.

Im więcej poziomów, na których uzyskujesz akceptację, tym mniejsza szansa na pomyłę i dodatkowe poprawki. Oczywiście bez przechodzenia w skrajność, nie będziesz też wysyłał klientowi projekt za każdym razem jak dodasz nowy przycisk 😛

Nieuczciwi klienci

Zlecenie w końcu na mecie. Wszystko dopięte na ostatni guzik, strona oddana. Klient mówi, że jest zadowolony. Została najlepsza część – przyjęcie honorarium 😀

Piszesz więc do klienta, że wszystko jest gotowe i w głowie już planujesz na co wydasz zarobione pieniądze. Mi właśnie padła ulubiona myszka więc dobrze wiedziałbym na co wydać najbliższy przypływ gotówki.

Ok, wiadomość napisana, pozostaje czekać na przelew. Więc czekasz. Czekasz… czekasz… i czekasz… Po tygodniu wysyłasz przypomnienie o zapłacie. Po miesiącu kolejne, ale odpowiedzi brak.

Siedzisz na fotelu patrząc w monitory i myślisz “Dlaczego nie płaci? Przecież mówił, że jest zadowolony, przecież wszystko zrobiłem jak trzeba“. Czujesz lekkie ciepło w żołądu i zaniepokojenie w głowie. W tym momencie dociera do Ciebie, że biznes może być brutalny. Że są osoby na tym świecie, które bez większego powodu, będą potrafiły Cię oszukać.

Są to rzadkie przypadki, jednak się zdarzają. Jeśli chcesz być freelancerem to musisz być na wszystko przygotowany. To nie etat, szef nie zadba, aby terminowo Ci zapłacić. Tutaj musisz być asertywny i zapobiegawczy.

Jednorazowe prace

Teraz bardziej pozytywny scenariusz: strona oddana, pieniążki na koncie, podaliście sobie dłonie i padło “do widzenia”. Scenariusz idealny?

Jest to dobry scenariusz, jednak z pewnością nie idealny. Koszty pozyskania nowego klienta są kilkukrotnie większe, niż ponowna sprzedaż już obecnemu. Dlaczego więc z tego nie skorzystać? Dlaczego nie sprzedać innych usług zadowolonemu klientowi?

Sam zawsze za bardzo skupiałem się nad szukaniem nowych klientów, mając tak naprawdę wiele potencjału w obecnych. To jak wspinanie się na drzewo, żeby zerwać więcej jabłek, mając ich cały koszyk na dole. Pewnie wiesz, że po zbyt długim czasie te na dole nie będą nadawały się już do zjedzenia i wtedy już musisz zerwać nowe.

Brak dobrego portoflio

Portfolio powinno być na samym początku. Ponieważ jeśli klient zobaczy słabe portfolio, to do następnych kroków współpracy nawet nie dojdzie. Znasz powiedzenie “szewc w dziurawych butach chodzi“? Wybij je sobie z głowy. Po Twoim portfolio ludzie ocenią, czy jesteś w stanie sprostać ich wyzwaniu. Sprawdzą czy się nadajesz. Sprawdzą, czy faktycznie potrafisz robić to co mówisz.

Złe portoflio może zrujnować współpracę, zanim ta się jeszcze zacznie.

Kurs “Freelancer Stron” już ruszył!

Sprzedaż kursu aktywna będzie przez 5 dni. Od 6.03 do 10.03 włącznie. więcej info..

 

Kiedy mogę wstawić projekt do portfolio?

Tworzysz stronę, projektujesz ulotkę, wizytówkę lub plakat. Zlecenie jest wykonane, klient zadowolony zapłacił a Ty siadasz przed komputerem z uśmiechem na twarzy, bo przecież masz nowy projekt do wstawienia w portoflio.

Przypominasz sobie, że w ogóle nie rozmawialiście o ewentualnym umieszczeniu pracy w portoflio… Przecież mogła to być strona internetowa, ale równie dobrze mogła to być wizytówka – przecież w takim wypadku nie będziemy dorzucać niepotrzebnych formalności.

Przecież to prosta robota. Klient dzwoni, mówi dzień dobry i że potrzebuje wizytówki. Płaci i następnego dnia ma już projekt na skrzynce mailowej. Zlecenie zakończyło się szybciej niż ostania impreza, nie było czasu na zbędne formalności, bo i po co… Czy w takim razie mogę wrzucić projekt do portfolio?

Autorskie prawa majątkowe i osobiste

Na każdym naszym “dziele” spoczywają 2 odnogi prawa autorskiego. Dokładnie 2, czyli autorskie prawo majątkowe i autorskie prawo osobiste.

Kiedy przenosi się prawa majątkowe?

W przypadku strony internetowej, takie kwestie są najczęściej spisywane w umowe. Czyli jest to zapis w stylu “…autorskie prawa majątkowe zostaną przeniesione na zleceniodawce w chwili płatności…“, ale co z małymi projektami? Wizytówki, plakaty, ulotki?

Jak się okazuje, przeniesienie praw majątkowych wymaga zachowania formy pisemnej. Z tego więc wynika, że w przypadku gdy nie spisujemy żadnych umów, ale gdy wykonujemy zlecenie “od ręki” to nawet te prawa nie sa przeniesione na kupującego.

Jak to wygląda w przypadku pracy na etacie?

Praca na etacie wygląda nieco inaczej. Domyślnie jako pracownik wszystkie prawa majątkowe przenosisz na swojego szefa. Jednak w dalszym ciągu masz prawa osobiste, co oznacza, że teoretycznie możesz swoje prace w dalszym ciągu pokazać w portfolio (o ile na ma innych przeciwzapisów w umowie).

Zawsze będziesz autorem!

Jak więc widzisz, prawa majątkowe można przenieść na kupującego, ale nie da się zrzec autorskich praw osobistych. Co z tego? Co tak naprawdę daje te prawo?

Prawo autorstwa poznala nam się podpisać na dziele. Niekoniecznie musisz się podpisywać długopisem na ulotce, ale daje to prawa do przedstawienia projektu w swoim portfolio, jako autor dzieła. Jeżeli nie ma umów, które by mówiły inaczej: to zawsze masz prawo do przedstawienia swojego projektu w portfolio.

W przypadku malarzy jest to bardziej widoczne. Artysta podpisuje się na obrazie i każdy wie, kto jest twórcą. Nawet jeżeli ktoś obraz kupi, to podpis przecież jest tam w dalszym ciągu.

Co więc robić? To co zawsze

Jak zawsze jeżeli mamy drażliwe kwestie, najlepiej dogadać się z klientem przed wykonaniem zlecenia. W przypadku małych projekcików to może być faktycznie zbędne, w końcu chodzi o to, żeby maksymalnie upraszczać prace (chociaż jeżeli jesteś pewny, że chcesz projekt wrzucić do portfolio, to możesz o tym poinformować klienta).

W przypadku stron internetowych, gdzie zawsze mamy umowę (a jeśli nie mamy, to powinniśmy mieć:) ) – dodajmy fragment o możliwości użycia danej strony w Twoim portfolio. O ile w umowie nie będzie żadnej klauzuli o poufności, to teoretycznie taki zapis jest zbędny i masz pełne prawa do pochwalenia się dziełem. Praktyka jednak uczy nas, że taki zapis na pewno nie zaszkodzi 🙂

 

Jak dużo musisz umieć, aby działać?

Popularną blokadą dla początkujących, aby zacząć działać bardziej na poważnie jest: “nie umiem jeszcze wystarczająco dużo“, “jestem jeszcze za słaby“, “przecież są lepsi ode mnie, powinni mieć pierwszeństwo“.

Znasz takie osoby, które mówiły “poszukam pracy jak nauczę się jeszcze paru technologii“, albo “nie będę się ogłaszał, dopóki nie będę w 100% pewny, że to potrafię“?

 

Nie wpadnij w pułapkę bycia doskonałym

To taka pułapka chęci bycia doskonałym już na starcie, zanim pokaże się światu. Niestety mam złą wiadomość: nigdy nie będziesz w pełni przygotowany! No chyba, że już masz swoją wymarzoną firmę na oku, wiesz jakich technologii wymagają, jak działają i przygotowujesz się specjalnie pod nich.

Najprostrzy sposób na początek to wykonywanie zleceń dla rodziny, znajomych. Wtedy wiesz, że nie poniesiesz żadnych negatywnych konsekwencji. To ma jednak pewne ograniczenia. Już mówię jakie.

Każda firma może korzystać z innych technologii. Jedna może tworzyć strony na darmowych silnikach, inna może tworzyć własne, jeszcze inna tworzy oprogramowania. W takich przypadkach powinieneś znać inne technologie, a może nawet i języki. Jeśli spróbujesz i nie wyjdzie, to przynajmniej wiesz czego musisz się doczuczyć, aby wyszło (a może będziesz miał okazje douczyć się podczas pracy).

 

3 prawdziwe historie z życia

1:

Opowiem Ci krótą historię mojego kolegi. Na studiach mieliśmy przedmiot o nazwie “Bazy danych”, jak się pewnie domyślasz był to przedmiot o bazach danych. Jak to na studiach, czepiliśmy się wszystkiego po trochu, MySQL, PostgreSQL, SQLite, T-SQL… Oczywiście mało kto się przykładał do nauki, on też wieć semestr zakończył trójką (3) w indeksie. Czyli poznał dosłownie same podstawy. Takie wszystko i nic w jednym.

Miesiąc później postanowił złożyć CV do pewnej korpo na człowieka od baz danych. Wyobrażasz to sobie? Zna dosłownie podstawy (po 20 godzinach wykładów i labolatorów) i składa CV. Przed rozmową kwalifikacyjną poświęcił jeszcze 2 dni na naukę i poszedł do firmy na test z myślą “co będzie to będzie”. Efekt? Pracuje tam do dzisiaj.

Będąc już w pracy, zobaczył jakich technologii się używa, więc dobrze wie czego konkretnie się uczyć. Dzięki temu, nie rozprasza się na inne (niepotrzebne) tematy.

2:

Drugia historia również ze studiów. Jeszcze na pierwszym, albo drugim roku (już dobrze nie pamiętam). Znajomy wziął dziekanke, czyli roczną przerwę w studniowaniu, więc dużo się nie nastudiował. Jego wcześniejsza praca nie miała żadnego związku z informatyką, ale po roku studiów uznał, że chce zobaczyć jak to jest w tej branży. Złożył CV do większej firmy. Bez doświadczenia i z minimalną wiedzą o tej pracy.

Wystarczyło, że dobrze wypadł na rozmowie kwalifikacyjnej i go przyjeli. Zaczynając pracę, jednocześnie uczył się “swojego” fachu. Dzisiaj pewnie trudno byłoby go zastąpić (tym bardziej, że stanowisko jest raczej niszowe).

3:

Trzecia historia będzie o mnie. Nie będę mówił dokładnie kiedy i z kim (może będą to czytać 😛 ). Był czas, że musiałem przygotować dosyć skomplikowany projekt. Podjąłem się zadania z myślą, że jeśli czegoś nie wiem, to bez problemu znajdę to w internecie. Był to pierwszy raz kiedy miałem styczność z daną rzeczą.

Na początku lekko się załamałem, internet trochę mnie zawiódł. Czas leciał, zbliżał się dedline, a ja wciąż nie wiedziałem jak zrobić dany projekt. W końcu znalazłem o tym obszerny kurs, kupiłem i w ciągu doby przerobiłem 20 godzin wideo. Dzień później zrobiłem już tyle, że było co pokazać klientowi i mogłem dalej pracować bez stresu.

Dzięki temu poznałem nową technologię, ale co ważniejsze – zauważyłem, że wszystkiego można się nauczyć, czasami nawet w trakcie.

 

Działaj i zobacz co się stanie

Branża IT to nie stawianie wieżowców. Nikt nie zginie jeśli się pomylisz. Tym bardziej, że na początku staramy się o te mniejsze posady, mniejsze zlecenia, gdzie ryzyko jest małe.

Zastanów się jakie mogą być najgorsze konsekwencje? Dostaniesz opieprz w pracy? Żeby Cię zwolnili musiałbyś ładnie przeskrobać lub się obijać. W tych mniejszych firmach zazywczaj doceniają osobe już za chęć nauki i zaangażowanie w pracę.

Co jeśli ktoś zamówi u Ciebie stronę internetową, a Ty nie będziesz w stanie jej zrobić? W najgorszym wypadku Ci nie zapłaci (ew. jeśli na umowie będzie wzmiana o karze to możesz coś dopłacić). Ale czy to jest takie straszne? Nikt nie zginie, dalej masz gdzie mieszkać.

Nie namawiam, żeby startować od razu do posady Project Menagera. Do niektórych posad faktycznie trzeba mieć doświadczenie, ale takie doświadczenie nie bierze sie znikąd. Zawsze gdy biorę się za nowy projekt, co do którego nie jestem przekonany zastanawiam się nad 2 rzeczami:

 

20 godzin wystarczy

Są osoby, które twierdzą, że wystarczy 20 godzin, aby poznać coś na ‘zadowalającym‘ poziomie 😉 (film poniżej)

“Na kiedy projekt będzie gotowy?”

Jedno z podstawowych pytań, które można usłyszeć od klienta to “na kiedy strona byłaby gotowa?“. No właśnie… na kiedy strona będzie gotowa. Czy jesteś na etapie gdzie dobrze zdajesz sobie sprawę ze wszystkich czynności jakie trzeba wykonać przy stronie, i jak bardzo czasochłonne one są? Temat jest szczególnie ważny ponieważ ściśle wiąże się z wyceną projektu.

Etapy pracy

Aby móc dobrze określić ilość potrzebnego czasu musimy wiedzieć jakie etapy trzeba będzie wykonać przy stronie. Przecież to nie zawsze jest to samo… Czasami klient posiada już swoją domenę i hosting, wtedy odpada kupowanie, konfiguracje itd. Czasami klient nie potrzebuje systemu CMS – wtedy całkiem odpada nam back-end. Czasami klient potrzebuje abyś Ty napisał mu teksty, wtedy albo piszesz je sam albo zlecasz to komuś innemu – jeśli komuś innemu to znowu dobrze wziąć poprawkę na to jak długo taka osoba pracuje. A może będzie trzeba poświęcić więcej czasu na analizę samej firmy.

 

Jak długo to trwa

Znając wszystkie etapy, dobrze zdać sobie sprawę czy wiesz jak bardzo czasochłonne one są? Jeśli nie wiesz, to tak naprawdę bardzo łatwo można to ustalić. Trzeba tylko się do tego trochę wcześniej zabrać… kilka zleceń wcześniej.

Pracując nad projektami, dobrze jeśli będziesz dokładnie zapisywał czas pracy. Czyli będziesz notował ile trwa wykonanie szaty graficznej, ile trwa zakodowanie, ile trwa założenie i konfiguracja hostingu.

Dla przykładu: jeśli tworzysz szatę graficzną notujesz, że od godz. 10:00 do 14:00 we wtorek oraz od godz. 14:00 do 18:00 w środę itd.

Następnie wystarczy jakoś to uśrednić i masz już mniej więcej obraz tego, ile czasu zajmą Ci konkretne czynności.

 

Do czego służy pierwsze spotkanie z klientem

Większość sprzedawców (jeżeli Ty spotykasz się z klientem to jesteś sprzedawcą) na pierwszym spotkaniu gada jak najęta. Nie stara się zrozumieć klienta, zapytać czego potrzebuje, nieeee.. Oni gadają aby tylko sprzedać produkt i zarobić. Nie o to chodzi.

Twoje pierwsze spotkanie z klientem powinno być ‘wyczuciem’ tematu, wypytanie o możliwie najwięcej rzeczy, ew. doradzeniu. Poznać klienta, niech on się wygada – każdy lubi gdy się go słucha.
Staraj się nie mówić ile to będzie kosztować bo najczęściej będzie to liczenie w pośpiechu i możesz powiedzieć albo za dużo, albo (co gorsze) za mało. Wyobraź sobie reakcję klienta, gdy informujesz go mailowo, że projekt będzie droższy o 30%…

Zawsze możesz powiedzieć, że przygotowaną wycenę podeślesz w ciągu 2 dni. Jeśli chcesz koniecznie coś sprzedać na pierwszym spotkaniu to sprzedaj siebie:)

Ale co z ‘czasem wykonania’? Możesz stosować podobny schemat, czyli przewidywalny czas pracy podawać razem z wyceną. Jeśli klient natomiast uparcie wypytuje się o datę, to zawsze możesz powiedzieć coś w stylu “każde zlecenie jest inne i muszę je dokładniej przeanalizować, ale średni czas wykonania strony trwa od … do … (szerokie widełki)

 

Ten klient to nie cały świat

Nawet jeśli dobrze wiesz, że wykonanie strony zajmie Ci dokładnie 45 godzin i 23 minuty, to przecież o tym mówić. Co jeśli w trakcie coś oderwie Cie od pracy? Zawsze trzeba wziąć poprawkę na kilka rzeczy:

 

Lepiej wcześniej niż później

Skoro wiesz już jakie etapy pracy trzeba wykonać, jak bardzo czasochłonne one są, wziąłeś pod uwagę wypadki losowe czy inne zlecenia wiesz już jaki termin powiedzieć.
Podając już ostateczny termin, taki nasz dedline, warto jeszcze zadać sobie pytanie czy jestem pewny, że wyrobię się w tym terminie i jeżeli takiej pewności nie mam to dodam jeszcze zapasowy dzień czy dwa – w końcu lepiej projekt oddać przed terminem niż po:)