Czego się nauczyłem na studiach informatycznych

Jak w praktyce wyglądają studia informatyczne (a przynajmniej wyglądały moje). Jak wyglądają przedmioty i czego się na nich nauczyłem. Podkreślę na początku, że idąc na studia już działałem w zawodzie i miałem już trochę wiedzy oraz bardzo konkretną definicję czego chce się uczyć i czego potrzebuję. Gdyby nie to, to pewnie podchodziłbym do wszystkich przedmiotów i całych studiów inaczej. Dodatkowo studiowałem zaocznie więc studia były „dodatkiem” do normalnego życia, przez który nie miałem wolnych weekendów – co również niespecjalnie mnie motywowało.

Zacznę od tego, że kiedy zaczynałem, bardzo jarałem się tym, że idę na studia informatyczne. Tym bardziej, że byłem w technikum budowlanym, które mało mnie już interesowało.

Jarałem się na myśl, że w końcu będą fajne rzeczy!

Brutalność realnego świata szybko zabiła moją pozytywną energię. Poszedłem na informatykę bo chciałem programować a przez pierwsze kilka semestrów tłukłem kilka różnych matematyk, fizyk, elektronik, ochronę środowiska (serio) itp. Wtedy zrozumiałem, że pojęcie „informatyka” jest duuużo obszerniejsze niż myślałem.

Poznawanie nowych języków w najlepszym przypadku trwało 1 semestr. Wystarczy spokojnie żeby zobaczyć jak działa język, poznać podstawy. Następny semestr wystarczy, żeby zapomnieć języki z poprzedniego. Chociaż największą abstrakcją był przedmiot na którym w ciągu 10 godzin poznaliśmy 5 języków… 

Ale nie było tak do końca, w połowie studiów zaczęły pojawiać się też naprawdę ciekawe przedmioty. Na które nie chodziłem…

Nie chodziłem na najbardziej przydatne przedmioty

Grafika czy Programowania aplikacji internetowych. Czyli coś co robię do dzisiaj. Kilka najważniejszych dla mnie przedmiotów na studiach. Kilka przedmiotów, z których mógłbym wyciągnąć najbardziej przydatne dla mnie informacje, a ja co? Ja na nie nie chodziłem. I wcale tego nie żałuję. 

Coś tu nie gra. Musi być jakieś drugie dno. Jest.

Za tworzenie stron i grafikę zabrałem się jeszcze przed studiami, więc jakąś tam wiedzę już miałem na ten temat. Studia informatyczne są na tyle ogólne (chyba, że możesz pójśc na jakąś specjalizacje – byłoby super), że masz bardzo szeroki zakres tematów, ale jednocześnie jest on dosyć podstawowy (w porównianiu do wiedzy jaka jest potrzebna w prawdziwej pracy), a ja takie podstawy znałem dużo wcześniej. 

Wejście na salę, przegląd tematu, rozmowa z profesorem, pokaz umiejętności i werdykt wykładowcy: „pan się tutaj niczego nowego nie nauczy, szkoda czasu, jak pan chce to proszę przyjść tylko na egzamin”. A jak wyglądała reszta przedmiotów?

3Z ciągle w modzie

Zakuć, Zaliczyć, Zapomnieć. Słynny cykl studiowania wcale nie jest mitem. Zdecydowania większość przedmiotów wygląda właśnie tak. Szczególnie gdy zaczyna się sesja. Chyba, że to ja byłem jakimś wyjątkowo złym studentem…

Każdy student dobrze to zna. Masz miesiąc czasu, aby nauczyć się materiału z połowy roku. Nie śpisz, kujesz, robisz ściągi, aby tylko przetrwać sesje. Po jej zaliczeniu wszystko zapominasz, wywalasz notatki i zaczyna się pół roku luzu. Do następnej sesji.

Ale czegoś się nauczyłem, i to całkiem nieźle. Posiadłem umiejętność, którą musiałem szkolić jak każdy przez całe studia a jest to…

Kombinowanie

To główna umiejętność zdobyta na studiach. Przez kilka lat uczyłem się jak KOMBINOWAĆ, czyli co zrobić aby tylko zaliczyć przedmiot – mało to miało wspólnego z nauką.

Czyli co z tymi studiami?

Czy studia są fajne? Są. Podstawówka też była fajna. Czy studia są przydatne? Troche są. Podstawówka też była. Czy studia są warte swojej ceny? To już trudniejsze pytanie.

Ogólnie nauczyłem się wielu rzeczy. Zresztą tak samo jak w podstawówce, tam również nauczyłem się wielu rzeczy, np. czym jest i jak działa fotosynteza i do tej pory pamiętam jak się wymawia kwas deoksyrybonukleinowy. Inna sprawa, że są to informacje, które mi się do nieczego nigdy nie przydadzą.

Podobnie ze studiami, 60% rzeczy pewnie już zapomniałem. Na drugim roku poświęciłem 2 miesiące żeby się nauczyć dobrze całek i różniczkowania. Dziś już nawet nie śmieje się z kawałów o całkach bo znowu ich nie rozumiem ;(  Z pozostałych 40%, połowy nigdy nie użyję, więc prędzej czy później też je zapomnę.

Z całych studiów przydało mi się prawdopodobnie jakieś 5,10% informacji. Jak najbardziej nauczyłem więcej ciekawych rzeczy, np. jak się dodaje i mnoży binarnie na kartce papieru, jak dokładnie działają algorytmy kompresujące, jak stworzyć sieć w biurze i postawić serwer… tylko, że żadnej z tych rzeczy nigdy nie użyję w praktyce. 

Większość rzeczy, które przydałyby mi się po studiach – już umiałem. 

Jaka jest dla mnie obecnie największa korzyść ze studiowania? Wiem, że nie wszyscy tak myślą, może ja też kiedyś zmienię zdanie, może wrócę i jadąc pociągiem na nowy semestr usunę ten wpis, ale w tej chwili największa „korzyść to” (poza okazjami do imprez):

Ładnie wygląda w CV.

Chcesz się uczyć? Nie czekaj na studia, ucz się sam już teraz.